Niniejszy blog w żaden sposób nie wyraża stanowiska jakiejkolwiek instytucji, partii, organizacji, a jedynie osobiste przemyślenia i poglądy autora. Nie jest też żadnym "oficjalnym blogiem", zrobiłem go po to by się dzielić z Wami wszystkim, co mnie interesuje. Życzę wszystkim miłego czytania!

czwartek, 7 października 2010

Mój alfabet lat 90

 Subiektywny przegląd rzeczy i zjawisk, które pamiętam z tych wspaniałych czasów

A – jak A – Team czyli „Drużyna A”. Kto nie oglądał przygód czwórki zbiegów z Wietnamu i samozwańczych obrońców sprawiedliwości – Hannibala Smitha, Murdocka, Buźki oraz B.A? Serial pełen akcji, humoru, efektownych wybuchów a co ciekawe praktycznie pozbawiony brutalności, przez wszystkie sezony zginęła w nim bodaj jedna osoba.



B – jak „Było sobie życie”. Francuski serial animowany o ludzkim organizmie. Epickie pojedynki bakterii i wirusów z białymi krwinkami i przeciwciałami przyciągały młodą widownię, która przy okazji chłonęła wiedzę. W rolę narratorów wcielały się trzy sympatyczne czerwone krwinki.

C – jak Citko. Marek Citko, piłkarz Widzewa Łódź, na którego punkcie zapanowała w okolicach roku 1996 „Citkomania”. Każdy szanujący się dwunastolatek posiadał koszulkę Widzewa z logo sponsora „Bakoma”. Nawet księża na kazaniach podkreślali religijne zaangażowanie piłkarza i stawiali go za wzór dla młodzieży.

D – jak Donald, balonowa guma do żucia z historyjką obrazkową. Smak Donalda był tak niepowtarzalny, że pamiętał go będę chyba do końca życia. Atrakcja wczesnych lat ’90.

E – jak Eurodance. Przeboje szkolnych i kolonijnych dyskotek w wykonaniu zespołów Ace of Base, dr Alban, Captain Jack, Fun Factory, Mr President i wiele innych. Charakterystyczną cechą był refren wykonywany przez wokalistki przeplatany rapowymi wstawkami czarnoskórego wykonawcy.

F – jak Fido Dido, ludzik z reklamy 7up. Postać kiedyś wszechobecna a dziś nieco zapomniana. Jeśli już jesteśmy przy napojach, warto wspomnieć również o nieśmiertelnym Frugo.

G – jak Gry Komputerowe. Jako posiadacz Amigi 500 wspominam długie godziny spędzone przy takich tytułach jak Superfrog, Soccer Kid, Wings of Fury, Lost Vikings, Lotus Turbo Challenge II, Lemmings, Worms, Mortal Kombat. Recenzje gier można było znaleźć w popularnych, dziś już nie wychodzących pismach „Top Secret”, „Secret Service”, „Gambler”.

H – jak Hey, zespół kojarzący się z przebojami „List”, „Zazdrość”, „Teksański”, a zwłaszcza „Moja i twoja nadzieja” nadawanym na okrągło podczas „powodzi tysiąclecia” z 1997 roku. Przedstawiciel dobrych i ciekawych dla polskiej muzyki czasów, sprzed epoki Feela i Dody.

I – jak Ightorn, arcywróg Gumisiów, zwany Księciuniem. Jeszcze ciekawszy był jego wierny sługa, mały ogr Toadie (popularnie nazywany Tołdim). Tołdi zwykle padał ofiarą frustracji Księciunia co kończyło się przeważnie wystrzeleniem z katapulty.

J – jak Jojo. W szkole podstawowej był swego czasu szał na jojo. Było tanie i łatwo dostępne w sklepiku, więc miał je prawie każdy. W towarzystwie brylował ten, kto mógł pochwalić się znajomością wymyślnych trików.

K – jak kapsle, kolorowe karteczki, karty telefoniczne. Tak tak, mówiąc „produkty kolekcjonerskie” nikt w latach 90 nie myślał o dopalaczach, a o kolejnych eksponatach z wizerunkami piłkarzy/postaci z „Króla Lwa”/czarodziejek/bohaterów „Gwiezdnych Wojen”. Podczas przerw na parapetach rozkładały się całe stoiska.


Kapsle różnego rodzaju 


Moje karty telefoniczne

L – jak Lego. Klocki Lego były przedmiotem marzeń i pożądanym prezentem pod choinkę w czasach, gdy należały do towarów dość jeszcze ekskluzywnych. Trzeba jednak przyznać, że zestawy z lat 90 stwarzały większe możliwości konstrukcyjne niż te dzisiejsze, nie było tylu gotowych, przekombinowanych elementów. Do klasycznych serii należały: Miasto, Piraci, Kosmos, Rycerze, nieco starsi gustowali w Lego Technic.


Katalog "Lego" z  1994 r.

Ł – jak Łuk. Łuk Robin Hooda z serialu „Robin – the hooded man”, jednego z większych hitów w TV. Całości dopełniała świetna muzyka zespołu Clannad.

M – jak MacGyver. Przygody człowieka budującego helikopter z przysłowiowej gumy do żucia i zapałek stały się miłą odmianą po tłuczonych seryjnie kryminalnych serialach z cyklu „zabili go i uciekł”. Jeśli ktoś miał motywować dzieciaki do nauki przedmiotów ścisłych to tylko Angus (tak miał naprawdę na imię) MacGyver rozwiązujący wszystkie problemy za pomocą szarych komórek i scyzoryka Victorinox.

N – jak Nirvana. Kasety z muzyką grunge rodem z Seattle opanowały walkmany nastolatek i nastolatków starających się upodobnić do swojego idola Kurta. W modzie zaczęły być flanelowe koszule, zniszczone dżinsy i trampki. Dobrze to powspominać w epoce lansu na wysoki połysk.

O – jak Oranżada. Wypijana pod sklepem (w Kaniowie pod Pawilonem Handlowym lub przy stacji) kosztowała niewiele a stanowiła pretekst do przedłużania niekończących się powrotów ze szkoły. Bogatsi oczywiście kupowali Pepsi lub Coca – Colę.

P – jak Polonia 1. Absolutny fenomen. Niektórzy mówią nawet o „pokoleniu Polonii 1”. Żadna inna stacja nie nadawała tak „kultowych” seriali animowanych jak „Yattaman”, „W królestwie kalendarza”, „Tygrysia Maska”, „Daimos”, „Gigi la Trottolla”. Jeśli mówi Wam coś cytat „Nawet świnka potrafi wejść na drzewo, kiedy jest chwalona” to z pewnością wychowaliście się na Polonii 1.

R – jak Resoraki. Małe, blaszane autka firmy Matchbox lub Majorette. Miałem w domu (i pewnie dotąd mam na strychu) całkiem sporą kolekcję. Dla samochodzików budowało się w piasku garaże, a w domu specjalne tory.

S – jak Szympans. Czyli Tytus, systematycznie uczłowieczany przez druhów Romka i A’Tomka. Cytaty i wierszyki z „Tytusa” pamiętam nawet po wielu latach i wciąż chętnie wracam do komiksów Papcia Chmiela. Szkoda, że te najnowsze nie trzymają już dawnego poziomu.

T – jak Turbo. Obrazki z samochodami z tureckich gum Turbo stanowiły, jak to ktoś napisał na pewnym blogu – podstawowy środek płatniczy na przerwach. Potem w świat poszła plotka że guma ta jest rakotwórcza, co pewnie budziło spore przerażenie na twarzach rodziców.


U – jak Ubrania. Czego to człowiek na siebie wtedy nie wkładał. Dresy w krzykliwych (wtedy szałowych) kolorach, bluzy z Żółwiami Ninja i dinozaurami, trampki, którym malowało się czubki, kultowe klapki „Kubota”. Osobna sprawa to czapki z daszkiem. Daszek zaginało się w „kaczorka”, a jeśli było na nim 8 pasków, znaczyło to, że czapeczka była „oryginalna”. Zwykle na czapeczkach widniały loga drużyn NBA, rządziło oczywiście „Chicago Bulls”.

W – jak Wojownicze Żółwie Ninja. Jeszcze większa mania niż na późniejsze Pokemony. Leonardo, Donatello, Raphael i Michaelangelo opanowali koszulki, kurtki, zeszyty, kubeczki, plecaki... W TV oglądaliśmy ich zmagania ze Shredderem i Krangiem, wychodził komiks a nawet filmy kinowe. Współczesna próba wskrzeszenia „Teenage Mutant Ninja – Turtles” nie odniosła już takiego sukcesu.

Komiks "Turtles" z lat 90

X - jak X – Files czyli Archiwum X. Mulder i Scully zawsze na posterunku, chociaż zapatrywania na sprawy paranormalne całkiem odmienne. Tropiciel duchów i kosmitów kontra chłodna pani naukowiec – to wytwarzało pomiędzy bohaterami wiele napięcia i niedopowiedzeń. Trzeba do tej mieszanki dodać mroczny klimat i ciekawe wątki fabularne.

Y - jak Yattaman. Obrońcy sprawiedliwości i ich cudowne maszyny kontra nieobliczalna Banda Drombo szukająca Kamienia Dokuro. Co ciekawe, zawsze po wybuchach Panna Dronio traciła część garderoby przez co kreskówka była chętnie oglądana przez męską część widowni. Serial toczył się zawsze według jednego i tego samego schematu, a na koniec pechowi przestępcy zawsze otrzymywali wymyślną karę.

Z – jak Zonk, czyli kot z „Idź na całość”, teleturnieju prowadzonego przez Zygmunta Chajzera. W swoim czasie ten nie wymagający myślenia show oparty na wyborze właściwej bramki zyskał milionową widownię. Żeby Zygmunt wybrał właśnie ich, uczestnicy turnieju wymyślali najprzeróżniejsze przebrania. A pechowcy... musieli zadowolić się kotem w worku czyli Zonkiem.

Ż – jak Żar Tropików. Kanadyjsko – Izraelski serial z Robem Stewartem i Carolyn Dunn wnosił do każdego domu powiew egzotyki. Umięśniony macho z rozpiętą hawajską koszulą oraz ponętna rudowłosa pani detektyw rozwiązywali zagadki kryminalne w kurorcie Key Mariah na Florydzie. I jako bonus ta piosenka z czołówki...


 
A może Wy macie jeszcze inne wspomnienia?

2 komentarze:

  1. Witam!
    Ja nie na temat za co przepraszam ale mógłbyś zerknąć na mój blog wejść na str http://tydecydujesz.org i zbierać u siebie, wśród znajomych i wysłać potem pocztą podpisy{na str. wszystko jest} w sprawie ratowania Puszczy Białowieskiej? Nie wiem ile mają głosów, zostało 19 dni ale zawsze warto choć 15 nowych ludzi zebrać. Dziękuję bardzo i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń