Niniejszy blog w żaden sposób nie wyraża stanowiska jakiejkolwiek instytucji, partii, organizacji, a jedynie osobiste przemyślenia i poglądy autora. Nie jest też żadnym "oficjalnym blogiem", zrobiłem go po to by się dzielić z Wami wszystkim, co mnie interesuje. Życzę wszystkim miłego czytania!

poniedziałek, 18 września 2017

"Cała naprzód!" - Muzeum morskie w Göteborgu

    Chciałem być marynarzem... - śpiewał Krzysztof Krawczyk. W dzisiejszych czasach pływanie staje się bardziej opartym na elektronice rzemiosłem i utraciło wiele ze swego romantyzmu. Ale w wielu z nas kryje się jeszcze tęsknota za przeżywaniem przygód znanych z kart "Tomków" Szklarskiego, powieści Stevensona czy Verne'a albo filmów z cyklu "Piraci z Karaibów". Częściową realizację marzeń umożliwiają morskie muzea - jedno z nich, noszące nazwę "Maritiman" odwiedziłem w szwedzkim Göteborgu.





    Muzeum to mieszcząca się pod gołym niebem ekspozycja statków pochodzących z różnych epok - najstarszym "egzemplarzem" jest pochodzący z 1875 r. monitor klasy Hildur, HSwMS Sölve. Podobne do niego pancerne okręty zadebiutowały podczas amerykańskiej wojny secesyjnej. Oprócz tego szacownego "dziadka" przy nabrzeżu zacumowano łódź pożarniczą, patrolowiec, statki towarowe, barki czy pomniejsze jednostki. Nie zabrakło stanowisk z eksperymentami fizycznymi dla młodzieży szkolnej, oko cieszy ponadto wystawa artylerii okrętowej.









    Największe wrażenie wywiera na gościach bez wątpienia niszczyciel klasy Halland, HSwMS Småland. Służył on w szwedzkiej marynarce wojennej od r. 1952 aż do 1984. Do muzeum trafił w 1987 r. Okręt zwiedzić można od samej maszynowni aż po górny pokład! Ekspozycja w środku ukazuje życie marynarzy dzielnie stojących na straży szwedzkiej neutralności w okresie zimnej wojny :)














    Równie ciekawie prezentuje się Nordkaparen, okręt podwodny klasy Draken. Nie powinny na jego pokład wchodzić osoby z klaustrofobią ale wszyscy inni, marzący o życiu puszkowanej sardynki są mile widziani w torpedowni lub w przedziałach załogowych. Okręt zachowany jest w bardzo dobrym stanie i mimo tego, że to egzemplarz muzealny, z powodzeniem mógłby walczyć z niektórymi jednostkami pozostającymi w służbie po dziś dzień (mam na myśli zwłaszcza polskie Kobbeny). 






niedziela, 17 września 2017

Spotkanie dwóch mórz

    Jedną nogą w Bałtyku, drugą - w Morzu Północnym. To możliwe tylko w Skagen, na samym końcu Półwyspu Jutlandzkiego w Danii. Właśnie tam, na cyplu Grenen, spotykają się dwa ogromne akweny co widać gołym okiem - świadczą o tym biegnące w przeciwnych kierunkach fale i nieco inne kolory wody.











   Droga na cypel wiedzie przez wydmy i długą plażę. Po drodze mijamy niemieckie schrony z czasów II wojny światowej. Niektóre upstrzone prześmiewczymi napisami w stylu "wolne pokoje" (Zimmer frei). Niewielkie piaszczyste wzgórza porośnięte trawą tworzą niepowtarzalny krajobraz. Upodobała go sobie szczególnie XIX - wieczna grupa artystyczna "Malarze ze Skagen".












    Samo miasteczko słynie z charakterystycznych, żółtych budynków pokrytych dachówką. Odmiennie wygląda port: tam znajdują się czerwone budki gastronomiczne serwujące smażoną rybę (naprawdę dobrą i jak na Danię stosunkowo niedrogą). Można również zwiedzić kościół luterański a jeśli ktoś dysponuje większą ilością pieniędzy, zakupi na pamiątkę wyroby rękodzielnicze, klocki "Lego", obrazy albo doskonałej jakości zegarek duńskiej marki "Skagen".