Niniejszy blog w żaden sposób nie wyraża stanowiska jakiejkolwiek instytucji, partii, organizacji, a jedynie osobiste przemyślenia i poglądy autora. Nie jest też żadnym "oficjalnym blogiem", zrobiłem go po to by się dzielić z Wami wszystkim, co mnie interesuje. Życzę wszystkim miłego czytania!

wtorek, 16 sierpnia 2016

Terry Wayne Virts - dowódca Ekspedycji 43

    Bardzo się ucieszyłem, gdy dotarła do mnie koperta z Centrum Lotów Kosmicznych NASA im. Lyndona B. Johnsona w Houston. Do mojej kolekcji trafił bowiem po raz pierwszy autograf astronauty z USA - jest to Terry W. Virts, pułkownik Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, doświadczony pilot.

 
    Terry urodził się 1 grudnia 1967 r. w Baltimore, w stanie Maryland ale za swoje rodzinne miasto uważa Columbię. Po ukończeniu szkoły średniej studiował w ramach wymiany we francuskiej  École de l’Air, następnie w U.S. Air Force Academy. Studia zwieńczył licencjatem z matematyki i stopniem podporucznika. Służył m.in. w Fort Williams  Air Force Base w Arizonie zdobywając uprawnienia do pilotowania F-16.  Na Embry - Riddle Aeronautical Academy otrzymał stopień magistra aeronautyki. Później został skierowany do służby w Korei Południowej i był pilotem 22 dywizjonu myśliwskiego w Spangdahlem Air Base w Niemczech. Uczestniczył udział w 45 lotach bojowych w Iraku. W r. 1997 szkolił się w USAF Test Pilot School zostając pilotem - oblatywaczem. W sumie wylatał ponad 3900 godzin na ponad 40 typach samolotów.


    26 lipca 2000 r. Terry Virts został członkiem grupy 18 astronautów NASA. W swoją pierwszą misję wystartował na pokładzie promu Endeavour (STS-130) jako pilot wahadłowca. Misja ta trwała 14 dni, od 8 do 22 lutego 2010 r. Znacznie dłuższy pobyt w przestrzeni zaliczył na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. W ramach Ekspedycji 42/43 przebywał na ISS prawie 200 dni, startując z Bajkonuru 23 listopada 2014 r. a lądując w Kazachstanie 11 czerwca 2015 r. kapsułą statku Sojuz TMA-15M. W czasie trwania Ekspedycji 43 był dowódcą Ekspedycji 43 (Virts, Szkaplerow, Cristoforetti, Padałka, Kornienko, Kelly). Łącznie w kosmosie spędził 213 dni, 10 godzin i 48 minut. Za swoją służbę został odznaczony wieloma prestiżowymi orderami.

niedziela, 7 sierpnia 2016

Na "tygrysy" mają visy...

    Trudno mi wydawać kategoryczne sądy w sprawie powstania warszawskiego. Z jednej strony duma z postawy żołnierzy AK i innych polskich formacji, z wielkiego wysiłku zbrojnego okupionego daniną krwi. Z drugiej - pewien żal do środowisk decyzyjnych, do dowództwa które przekalkulowało ryzyko, wskutek czego miasto wykrwawiło się i zostało praktycznie zrównane z ziemią. Rzeź Woli może służyć za wymowny przykład. Nie należę jednak do zaprzysięgłych krytyków tego czynu zbrojnego, z oczywistych względów - po 72 latach wszyscy jesteśmy mądrzejsi, znamy dokładnie całość sytuacji geopolitycznej podczas wojny i po jej zakończeniu. W r. 1944 nic jeszcze nie było pewne, ani tak długi czas trwania zrywu ani brak pomocy ze strony sowieckiej ani oddanie Polski w orbitę wpływów ZSRR przy bierności Zachodu. Powstańcy nie analizowali, nie chcieli być politologami i historykami, pragnęli stawić zbrojny opór okupantowi i przyjąć nadchodzącą Armię Czerwoną w roli gospodarza. Marzenia zostały brutalnie stłumione rękami Dirlewangera, Reinefahrta, von Dem Bacha czy Kaminskiego - być może jednak powstańczy etos pozwolił przetrwać czas stalinizmu i komunizmu a w konsekwencji do narodzin "Solidarności". Nie tak dawno odwiedziłem Muzeum Powstania Warszawskiego gdzie można zapoznać się nie tylko z przebiegiem walk w stolicy ale również z powstańczą codziennością na kawałku wolnej Polski jaki istniał przez 63 dni, od 1 sierpnia do 3 października 1944. Zapraszam do obejrzenia zdjęć.



















wtorek, 2 sierpnia 2016

Sportowcem chciałem być od dziecka - wywiad z Tomaszem Januszem

    Przeczytaliśmy już wiele słów uznania dla naszej mistrzyni freedivingu Magdaleny Solich, utalentowanej biegaczki Agnieszki Chwałek, kajakpolistów, dżudoków, piłkarzy, siatkarzy. Warto jednakże odkrywać nowe, sportowe nadzieje a taką bez wątpienia jest Tomasz Janusz, pochodzący z Kaniowa student AWF Katowice i zawodnik tamtejszego AZS AWF specjalizujący się w biegach długich. Pan Tomek zgodził się udzielić krótkiego wywiadu na temat swojej pasji.

Tomku, na wstępie poprosiłbym o krótkie przedstawienie się.

   Dzień dobry! Nazywam się Tomasz Janusz i studiuję na drugim roku studiów magisterskich Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach, kierunek wychowanie fizyczne. Na studiach licencjackich wybrałem specjalizację gimnastyka korekcyjna, teraz jest to trening personalny. W przyszłości planuję podjąć studia doktoranckie.
 
 
Co sprawiło, że zainteresowałeś się biegami?

    Sport zawsze zajmował w moim życiu ważne miejsce. Rodzice śmiali się, że wiedziałem wcześniej gdzie pójdę na studia niż do liceum, ale to prawda! Będąc uczniem szkoły podstawowej oznajmiłem w domu, że wybieram się na AWF. Poza tym trenowałem w zasadzie od dzieciństwa. Mieszkam niedaleko „Żwirowni” więc uprawiałem kajak – polo i przez wiele lat piłkę nożną w LKS „Przełom”. Marzyła mi się raczej kariera piłkarza niż lekkoatlety, ale to odmieniło się na studiach. Podczas pierwszego semestru, przy zaliczeniu testu Coopera (bieg dwunastominutowy) okazało się, że byłem najlepszy na całym roku. Kolega trenujący w AZS AWF zaproponował rozmowę z trenerem biegów dystansowych, ja się zgodziłem i ta przygoda trwa już cztery lata – niestety z przerwą na leczenie kontuzji, które są nieodłączną częścią profesjonalnego sportu.
 

Co można zrobić, żeby ograniczyć ich ryzyko?

    Całkiem urazów nie wyeliminujemy, lecz nawet początkującym biegaczom radzę zaopatrzyć się w dobre buty. To wydatek rzędu nawet kilkuset złotych, ale obuwie może posłużyć nam przez parę sezonów. Oszczędzamy w ten sposób stawy skokowe, szczególnie gdy biegamy po asfalcie.
 

W jakich dystansach się specjalizujesz?
 
    Zaczynałem od średnich dystansów – 1500 m., 3000., 5000., (wszystko na stadionie) ale kontuzje sprawiły, że przerzuciłem się na biegi uliczne – 10 000 m., półmaraton i maraton. Rok 2016 jest pierwszym rokiem, w którym przygotowuję się już wyłącznie pod długie biegi. Pierwsze sukcesy mam za sobą – drugie miejsce wśród Polaków i 13 w kat. OPEN na prawie 6000 uczestników w „15 PZU Cracovia Maraton” (czas 2:37:57) oraz drugie miejsce w półmaratonie na IX Katowickim Festiwalu Biegowym im. Jerzego Kukuczki (1:14:58). We wrześniu odbędą się w Pile Mistrzostwa Polski w półmaratonie, następnie pobiegnę w maratonie w Rzeszowie.
 

Jakie są Twoje mocne i słabe strony jako zawodnika?
 
    Moim najmocniejszym punktem jest zdecydowanie głowa. To ważne zwłaszcza w przypadku maratonów, kiedy w pewnym momencie liczy się tylko siła woli by po prostu nie „odbić się od ściany”. Natomiast muszę popracować nad szybkością, zeszłoroczne urazy sprawiły, iż wciąż jej brakuje.
 
 
A jak zachęciłbyś mieszkańców gminy Bestwina do biegania?

    Bieganie tak jak i każdy sport wyzwala w człowieku endorfiny zwane „hormonami szczęścia”. Na zawodach biegowych nie ma smutnych twarzy pomimo włożonego w bieg morderczego wysiłku! Pozwala poza tym odprężyć się po pracy i nauce, odstresować, nabrać kondycji, odporności. Przez cały rok nie złapałem nawet przeziębienia.
 
 
Kogo ze świata sportu podziwiasz najbardziej? Masz swój wzór do naśladowania?

    Tak, jest to Mo Farah, Brytyjczyk, który na Igrzyskach w Rio de Janeiro będzie bronił tytułu mistrzowskiego na 5000 i 10 000 m. Niesamowita jest dla mnie jego determinacja i dążenie do celu. Nie wstydzi się okazywać swojej wiary nawet przed miliardami ludzi.

 
A czy sam wystąpisz kiedyś na Igrzyskach Olimpijskich albo Mistrzostwa Świata?

    Żeby to marzenie zrealizować, trzeba wypełnić minimum kwalifikacyjne. Do minimum olimpijskiego w maratonie brakuje mi ok. 25 minut. Czas działa na moją korzyść, gdyż szczyt możliwości maratończycy osiągają w wieku 30 – 35 lat. Na razie skupiam się na bliższych celach.
 

Jak na Twoja pasję reagują najbliższe osoby, rodzina i przyjaciele?

    Bardzo życzliwie. Kiedy startuję w zawodach, dopingują mnie rodzice, bracia, moja dziewczyna. Jestem im za to niezwykle wdzięczny. Ich obecność naprawdę daje się odczuć na trasie, ona dodaje skrzydeł. Mam nadzieję, że będą trzymać za mnie kciuki i na półmaratonie w Pile i na maratonie w Rzeszowie. O to proszę także mieszkańców Kaniowa i całej gminy Bestwina.

Serdecznie dziękuję za wywiad, życzę spełnienia wszelkich sportowych i życiowych marzeń.

środa, 27 lipca 2016

Ciemność i wino

    Frydman. Miejscowość z pozoru taka jak inne wsie na Spiszu. Zwarta zabudowa w centrum, pola uprawne na obrzeżach. Ludność mieszana, Polacy i Słowacy. Kilka metrów pod powierzchnią ziemi znajdziemy jednak miejsce, w którym z powodzeniem można by umiejscowić którąś z misji w "Wiedźminie 3" albo nakręcić horror. Mowa o dwupoziomowych piwnicach na wino pochodzących z 1820 r.


    Kompleks piwnic wybudowany został przez  Andreasa Horvatha. Przechowywano w nim wino sprowadzane z Węgier i właściwie swoją funkcję spełniał aż do roku 1905. Wszystko zachowało się do dziś w zadziwiająco dobrym stanie choć trzeba uważać na zbutwiałe schody i śliskie kamienie na których łatwo w ciemności o upadek. Łączna długość korytarzy, szerokich na 7 m i wysokich na 4 m. wynosi 600 m., połączone są one wieloma przejściami. Wejść można przez jeden z dwóch ośmiobocznych budynków zwanych "burghauzami" po wcześniejszym skontaktowaniu się z właścicielem posesji, gdyż piwnice leżą na terenie prywatnym.



    Wrażenie na odwiedzających robi nieco upiorny wygląd korytarzy. Na stropach zdążyły już wytworzyć się niewielkie stalaktyty. Gdzieniegdzie zawaliły się ściany i z góry sączy się niewielka ilość światła. Generalnie jednak panuje mrok. Polecam chwilowe wyłączenie latarek i pozostanie sam na sam z wszechogarniającą czernią.

sobota, 23 lipca 2016

"Błogosławieni miłosierni... i gościnni!" - ŚDM 2016 w gminie Bestwina

    Przyjechali we wtorek wieczorem. Z pełnymi plecakami ale i z piosenką na ustach, z entuzjazmem i radością. W towarzystwie swojego biskupa, księży i sióstr zakonnych młodzież z francuskiej diecezji Pontoise przybyła do gminy Bestwina aby spędzić tutaj prawie tydzień w ramach przygotowania do centralnych obchodów Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Goście znaleźli schronienie u mieszkańców Bestwiny, Bestwinki, Janowic i Kaniowa a nad całością czuwały parafie rzymskokatolickie i księża proboszczowie – Cezary Dulka, Józef Baran, Józef Walusiak, Janusz Tomaszek.




    Dlaczego tak długi pobyt? Spotkanie z papieżem Franciszkiem zostało poprzedzone tzw. Dniami w Diecezjach gdzie młodzi ludzie poznawali specyfikę lokalnego Kościoła a także najciekawsze miejsca turystyczne i krajobrazowe. Na terenie diecezji bielsko – żywieckiej odwiedzili m.in. muzeum Auschwitz – Birkenau, skoczowską Kaplicówkę, przeszli beskidzkim szlakiem na Czantorię, wzięli udział w spotkaniu pod Dębowcem. Jeden dzień przewidziany był na wyjazd do Częstochowy. 




    Do gminy Bestwina zawitało około 250 osób z Francji – powiedział wójt gminy Bestwina Artur Beniowski – naszą misją było zapewnienie im jak najlepszych warunków, wręcz domowej atmosfery. Sądzę, że skorzystaliśmy na tym wszyscy, dla gminy to wspaniała promocja a dla gości możliwość zobaczenia Polski i nawiązania nowych przyjaźni, być może na całe lata. Chciałbym serdecznie podziękować każdemu, kto przyjął pielgrzymów lub w ten czy inny sposób zaangażował się w diecezjalne obchody ŚDM. Docierają do mnie sygnały, że mieszkańcy zrobili z własnej inicjatywy o wiele więcej niż musieli. Opinia o polskiej gościnności nie wzięła się znikąd.



 
    Dużą część przybyszów wyróżniała bardzo ciekawa cecha. Parafialny koordynator ŚDM z Kaniowa Kamil Gandor wyjaśnia – Przybyli do nas wierni obrządku chaldejskiego. Jest to jeden z tzw. katolickich kościołów wschodnich, pozostający w unii z Rzymem ale różniący się historią i liturgią. Mszę św. odprawiają w języku Chrystusa czyli w aramejskim. Mają własną religijną flagę. Chaldejczycy pochodzą z terenów dzisiejszego Iraku, Iranu, Turcji i Syrii lecz nasi goście urodzili się już we Francji. Muszę powiedzieć, że wszyscy są pod wrażeniem religijności ludzi mających korzenie na Wschodzie. Na początku były spore obawy, kiedy wszyscy usłyszeli, że przyjeżdżają do nas potomkowie Syryjczyków, etc., ale wystarczyła siła i piękno ich modlitwy przed wtorkową kolacją by rano już mieli inne zdanie. Siostra Dominika, serafitka, dodaje, iż wspólnota chaldejska pod Paryżem dynamicznie się rozrasta, w chwili obecnej posiada już dwa swoje kościoły. – Ci ludzie nie mają własnego państwa, ich sytuację można porównać do Polaków w okresie rozbiorów. Święte miejsce chaldejczyków, miasto Mosul w Iraku znajduje się obecnie pod kontrolą tzw. Państwa Islamskiego.




 
    Sobota, 23 VII była dniem, w którym młodzież uczestniczyła we wspólnej Mszy św. w Janowicach a następnie odwiedziła główne atrakcje gminy Bestwina: zabytkowy kościół Wniebowzięcia NMP w Bestwinie, Muzeum Regionalne im. ks. Zygmunta Bubaka a także Ośrodek Rekreacji i Sportów Wodnych w Kaniowie. Tamże zapoznali się z kajak – polo – trwały Mistrzostwa Polski Juniorów i Juniorów Młodszych a zatem do kibicowania włączyła się pokaźna grupa znad Sekwany. 



    Tego samego dnia w godzinach wieczornych na terenach rekreacyjnych w Kaniowie zorganizowany został piknik połączony z zabawą taneczną. Specjalnie dla gości i przyjmujących ich rodzin zagrała Orkiestra Dęta Gminy Bestwina z Siedzibą w Kaniowie. Francuzi zaprezentowali także swoje własne talenty muzyczne i wokalne. Razem z mieszkańcami naszej gminy utworzyli pod estradą wspólny krąg przyjaźni. Po takiej imprezie żal było się żegnać.


















Zdjęcia: Sławomir Lewczak, Kamil Gandor, Dorota Surowiak, Parafia pw. Wniebowzięcia NMP w Bestwinie

Więcej fotografii znajduje się w GALERII