Niniejszy blog w żaden sposób nie wyraża stanowiska jakiejkolwiek instytucji, partii, organizacji, a jedynie osobiste przemyślenia i poglądy autora. Nie jest też żadnym "oficjalnym blogiem", zrobiłem go po to by się dzielić z Wami wszystkim, co mnie interesuje. Życzę wszystkim miłego czytania!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anglia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 14 grudnia 2017

Karp z Kaniowa w brytyjskiej literaturze

    Kevin Clifford to angielski dziennikarz i autor specjalizujący się w tematyce rybackiej i wędkarskiej. Jego najważniejsze dzieło to monumentalna monografia pt. "A History or Carp Fishing Revisited". Dzięki współpracy redakcji „Magazynu Gminnego” z panem Kevinem udało się w książce zawrzeć pewne istotne informacje o karpiu galicyjskim a co za tym idzie, o Kaniowie i o Adolfie Gaschu. Kilkusetstronicowa publikacja to znaczący wkład w europejskie piśmiennictwo, świadczą o tym entuzjastyczne recenzje.



    Książka niedawno dotarła do moich rąk, miłym zaskoczeniem jest osobista dedykacja dla mnie i wymienienie na stronie z podziękowaniami. Również Kevin Clifford otrzymał najnowszą, wydaną w 2017 r. przez Gminny Ośrodek Kultury pozycję: „Adolf Gasch, hodowca z Kaniowa w świetle tekstów źródłowych”, na potrzeby swoich badań będzie chciał przetłumaczyć ją na język angielski. Na prezentowanym zdjęciu brytyjski publicysta trzyma podręcznik gospodarki stawowej napisany przez samego Gascha. Można zatem powiedzieć, że Adolf Gasch nawet z zaświatów, po ponad stu latach po śmierci rozsławia Kaniów i naszego karpia na świecie.



poniedziałek, 2 grudnia 2013

W kręgu tajemnic

     Położony w południowej Anglii na równinie Salisbury megalityczny krąg Stonehenge rozpala ludzką wyobraźnię nawet po kilku tysiącach lat od jego wybudowania. Przeznaczenie kręgu nie jest jeszcze do końca wyjaśnione, jedni uważają go za rodzaj kalendarza, inni przypisują mu znaczenie związane z przewidywaniem zaćmień słońca, jeszcze inni kojarzą go bardziej z kultem religijnym. Niemniej Stonehenge było i jest jednym z symboli Anglii, atrakcją turystyczną na skalę światową. Będąc w tym miejscu mogłem sobie uświadomić jak krótkie jest życie człowieka na tle dziejów. Czy po naszej epoce zostaną choćby kamienie?






     Krajobraz na tle którego wyróżnia się Stonehenge to łagodny, lekko pagórkowaty teren. Właściwie krąg stoi "w szczerym polu", a budynki z pamiątkami i parking wkomponowano w dolinkę, by nie psuły ogólnego widoku. Można więc robić sobie zdjęcia bez wieżowców w tle. Tylko prehistoryczne głazy i my. Żeby jednak nie było za wesoło, do kręgu nie można podchodzić - ze zrozumiałych względów - zbyt blisko. Od ścieżek spacerowych odgradza go pas wypielęgnowanej trawy. 










     Do naszych czasów nie dotrwały oczywiście wszystkie głazy, lecz te które są, każą wzbudzić w sobie podziw dla budowniczych. Najciekawiej wyglądają trylity, czyli dwa głazy ustawione na sztorc, na których położono trzeci. Jeden z blogów podaje, że bloki te wycięto z piaskowców na Marlborough Dawns leżących około 30 km. od Stonehenge. Po drodze ludzie transportujący kamienie na drewnianych walcach musieli pokonać wzgórze Redhorn - a do wtaczania 50 - tonowego głazu potrzeba było podobno 500 osób! Jeszcze wcześniej użyto kamieni z... Walii odległej o 385 km i budulec prawdopodobnie spławiano tratwami.  Stonehenge wznoszono więc fazami, od ok. 2950 r. p.n.e do ok. 1600 r. p.n.e. Gdy przypadkiem będziecie w pobliżu nie zapomnijcie o odwiedzeniu tego wyjątkowego miejsca.





poniedziałek, 18 listopada 2013

Prawie jak Harry Potter

     Przenieśmy się na chwilę do pewnej elitarnej angielskiej uczelni. Wbrew tytułowi nie będzie to Hogwart, ale Uniwersytet Oksfordzki. Niemniej z Harrym Potterem Oksford ma wiele wspólnego, choćby to, że właśnie tam kręcono filmy według powieści pani J.K. Rowling. Ja odwiedziłem najsłynniejszą brytyjską uczelnię w maju - mimo że za oknem listopad, miło wrócić wspomnieniami do wiosny i pokazać Wam szacowne mury, w których wykładali między innymi Tolkien czy C.S. Lewis.





     Oksford nie jest uczelnią jednolitą. dzieli się na szereg college'ów posiadających dość szeroką autonomię. Najsłynniejsze z nich to University College, Christ Church College, Balliol College, All Souls College (Zrzeszające fellows czyli profesorów), Lincoln College, New College i inne. W sumie kształcą one ponad 22 tysiące studentów na różnych kierunkach. Dostać się oczywiście nie jest łatwo, zwłaszcza dla cudzoziemców - poza ocenami należy posiadać odpowiednie referencje, zainteresowania naukowe i opanować język angielski sprawdzany najczęściej testem IELTS.




     Rok szkolny w Oksfordzie dzieli się na trymestry - Michaelmas (październik - grudzień); Hilary styczeń - marzec oraz Trinity – kwiecień - czerwiec. W ciągu roku wiele się dzieje, kolegia rywalizują ze sobą pod względem naukowym oraz sportowym. Ponadto istnieje rozbudowana rywalizacja międzyuczelniana, najsłynniejszym przykładem jest wioślarski wyścig Oksford - Cambridge rozgrywany na Tamizie. Jak do tej pory The Boat Race odbył się 158 razy, 81 zwycięstw zanotowało Cambridge, 76 Oksford, a raz wyścigu nie rozstrzygnięto.







    Wśród sławnych absolwentów odnajdujemy m.in. nazwiska polityków - Tony'ego Blaire'a, Margaret Thatcher, Billa Clintona, Viktora Orbána; świętych - jak Tomasz Morus; poetów i pisarzy - oksfordczykami byli Robert Graves, Oskar Wilde, Aldous Huxley. Z Polaków warto wymienić Leszka Kołakowskiego, Macieja Giertycha lub Radosława Sikorskiego. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał także o Ruchu Oksfordzkim - prądzie religijno - filozoficznym w anglikanizmie zbliżającym się do katolicyzmu. Najbardziej znanym przedstawicielem był John Henry Newman, późniejszy konwertyta na katolicyzm, kardynał, a w końcu błogosławiony. Zarówno katolik Tolkien jak i anglikanin Lewis (członkowie nieformalnego stowarzyszenia inklingów) obficie czerpali z dorobku Ruchu Oksfordzkiego.





     A co z Harrym Potterem? Jeśli pamiętacie wielką salę jadalną w Hogwarcie, w której między innymi  Tiara Przydziału decydowała o tym, który uczeń zamieszka w którym domu; to sala ta znajduje się naprawdę na terenie Christ Church College i jest udostępniona zwiedzającym. Ja także tam byłem! Niestety aula uniwersytecka, czyli słynny Sheldonian Theatre była zamknięta, ale za to zobaczyłem oksfordzką katedrę i kilka innych budynków.






środa, 3 lipca 2013

Anglia w tydzień (5) - Zaklęci w wosku

   To nie muzeum z eksponatami w gablotach. Nie ma złotych monet, starych mebli, obrazów, broni. Jedynymi eksponatami są ludzie. Ludzie poddani zabiegowi zatrzymania w czasie. Oczywiście nie mam na myśli hibernowania kogokolwiek, zatrzymanie to jest bowiem symboliczne - chodzi o woskowe podobizny. Łatwo więc zgadnąć, że kolejne ścieżki mojej podróży po Londynie zawiodły mnie do Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaud.







     Ciekawa jest geneza powstania tej placówki, w Londynie położonej przy Marylebone Road, ale posiadającej swoje filie także w innych miastach. W 1835 r. Marie Grosholtz (właściwe nazwisko założycielki) przybyła do Londynu z woskowymi odlewami głów arystokratów ściętych podczas rewolucji francuskiej. Dało to początek imponującej kolekcji, liczącej dzisiaj około kilkaset postaci - ludzi z dawnych epok, ze świata polityki, sportu, kultury, rozrywki. Obok Henryka VIII stoi Charles Dickens, a nieopodal brytyjskiej rodziny królewskiej teorię względności tłumaczy Albert Einstein. Młodsze turystki robią sobie bez opamiętania "słit focie" z zespołem "One Direction" lub wampirami ze "Zmierzchu". Rzecz jasna mnie najbardziej interesowały figury historyczne, ale nie pogardziłem klasykami rocka, czy też przywódcami religijnymi. 











Pomyli się ten, kto powie, że "Madame Tussauds" to tylko statyczne figury, służące tylko do cykania z nimi fotek na Facebooka. Istnieją w muzeum również sale interaktywne, dynamiczne. Na przykład w gabinecie grozy role zombie czy duchów grają żywi aktorzy. Przechadzającym się między nimi gościom do gardła podchodzi serce, wątroba i wszystkie wnętrzności. A jeśli jesteś nastolatką - pisk i panika są obowiązkowe. Inną ciekawą atrakcją jest tzw. Spirit of London - przejażdżka kolejką będącą wehikułem czasu. Jadąc, śledzimy jak zmieniało się miasto, oglądamy przerażające sceny z czasów zarazy lub wielkiego pożaru z 1666 r., lecz optymizm budzi w nas era wiktoriańska, zwycięstwo pod Trafalgarem, czy rozbawiony Londyn lat 60, kiedy królami kobiecych serc byli Beatlesi. Niestety w tej części Muzeum nie można było robić zdjęć - co nie znaczy że te co mam nie są ciekawe ;)













     Na koniec idziemy do kina. To kino tzw. 5D, ja miałem okazję oglądać krótkometrażówkę o przygodach herosów z komiksów Marvela - Iron Mana, Spider Mana, Hulka, Kapitana Ameryki itd. ratujących stolicę Wielkiej Brytanii przed zagładą. Było rzucanie taksówkami i budkami telefonicznymi oraz nalot elektronicznych owadów. Fabuły w zasadzie brak, ale efekty wgniatające w fotel. Zresztą komiksowi bohaterowie witają turystów i na korytarzach, całkiem przyjemnie jest poczuć się dużym dzieckiem i zapozować do fotografii wspólnie z człowiekiem - pająkiem.