Niniejszy blog w żaden sposób nie wyraża stanowiska jakiejkolwiek instytucji, partii, organizacji, a jedynie osobiste przemyślenia i poglądy autora. Nie jest też żadnym "oficjalnym blogiem", zrobiłem go po to by się dzielić z Wami wszystkim, co mnie interesuje. Życzę wszystkim miłego czytania!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norman Davies. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norman Davies. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 marca 2012

Norman Davies o umieraniu państw

       Każdy, kto żyje na tyle długo, by świadomie obserwować rzeczywistość, jest świadkiem pojawiania się i znikania państw. Tylko od samego 1989 r. na mapie świata dokonały się potężne przeobrażenia. Rozpadł się Związek Radziecki, a zaczęły (w wielu przypadkach raczej wznowiły) swą egzystencję republiki takie jak Litwa, Łotwa, Estonia, Ukraina. Połączyły się w jedno oba państwa niemieckie, podzieliła Jugosławia. W czasach nam najbliższych od Serbii oddzieliła się Czarnogóra. Poza Europą powstały na przykład Erytrea, Timor Wschodni, Sudan Południowy.
            Tak jak w przyrodzie, tak w geografii politycznej nic nie powstaje z niczego. Aby nowe państwo mogło zaistnieć, musi zniknąć inne, w części lub w całości. Proces ten omawia profesor Norman Davies w książce pod intrygującym tytułem „Zaginione Królestwa”.
            Czy słyszeliśmy kiedykolwiek o Alt Clud? Albo o Tolosie? A przecież państwa takie istniały, miały swoich władców, a zwyczajni ludzie prowadzili w nich swoje codzienne życie, dobijali interesów, zakładali rodziny... Davies chce wskrzesić pamięć o tym, co było historycznym i politycznym faktem.
            „Królestw” w monumentalnym, prawie 900 stronicowym dziele jest w sumie osiemnaście. Celowo ująłem termin w cudzysłów, gdyż niektóre królestwami były tylko w przenośni. Związkiem Radzieckim nie rządziły żadne koronowane głowy, ale zgadzamy się, że przywódcy partyjni w swoim despotyzmie nie różnili się, a nawet przewyższali w swojej megalomanii carów – samodzierżawców. Niekiedy występuje jeszcze problem związany z nazwą – w historii pod słowem „Burgundia” kryje się wiele różnych organizmów z różnych epok. Istnieją spory, czy było to pięć, sześć, siedem, czy może więcej księstw lub królestw. Jak je wszystkie objąć w całość, znaleźć łączący je wspólny mianownik? Davies argumentuje, że każde z nich istniało – i zniknęło z mapy.
            Żeby nie było zbyt sielankowo, odnoszę wrażenie, że zasłużony absolwent Oxfordu i profesor Uniwersytetu Londyńskiego z każdą nowszą książką popada coraz więcej dygresji związanych ze współczesną polityką. Niekiedy, tak jak w rozdziale o Wolnym Mieście Gdańsk, nawet specjalnie nie kryje się z tym, jaką opcję popiera. Prawo autora, ale osobiście sądzę że historyk, a nawet popularyzator historii powinien być w takich ocenach bardziej powściągliwy. Historia jest nauką uniwersalną, z pewnością można postarać się  z wydarzeń przeszłych wyciągnąć wnioski dużo głębsze niż te odnoszące się bezpośrednio do rzeczywistości widzianej w telewizji. Czytając książkę chciałbym odpocząć od bieżącego dyskursu i przeniknąć zagadnienia innego rodzaju.
            Powyższe zastrzeżenia nie skreślają jednak tego, co Davies uczy swoich czytelników w „Zaginionych Królestwach”. Czyż nie miło jest poznawać państwa, o których nigdy nie słyszało się w szkole? Dopiero z książki dowiedziałem się, iż samodzielna Karpato – Ukraina istniała tylko przez jeden dzień! A takich ciekawostek, „michałków” jest u Daviesa sporo i za nie jest on chętnie czytany.
            Polecam książkę wszystkim zainteresowanym historią. Lektura zajęła mi prawie trzy miesiące, ale może Wy będziecie szybsi?