Niniejszy blog w żaden sposób nie wyraża stanowiska jakiejkolwiek instytucji, partii, organizacji, a jedynie osobiste przemyślenia i poglądy autora. Nie jest też żadnym "oficjalnym blogiem", zrobiłem go po to by się dzielić z Wami wszystkim, co mnie interesuje. Życzę wszystkim miłego czytania!

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papież. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papież. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 maja 2014

Uczniowie wdzięczni za kanonizację

Jest człowiek na świecie bliski naszym sercom
Syn Boży go wybrał na swego posłańca
Ten człowiek to Polak, w tak ważnym jest miejscu
On swoją opieką wszystkich nas otacza.

/Z hymnu szkolnego/

     Szkoła imienia Jana Pawła II ma szczególne powody do dumy z racji wyniesienia swojego patrona do grona świętych. Uczniowie, chociaż w większości pamiętają papieża z Polski tylko w wczesnego dzieciństwa, chętnie wsłuchują się w jego słowa, czytają je oraz zamieniają w wiersze i piosenki. Tak właśnie było podczas okolicznościowej akademii – imprezy środowiskowej, która odbyła się w dniu 9 maja w Zespole Szkolno – Przedszkolnym w Bestwinie.







 
     Jak powiedziała na wstępie dyrektor Agata Rak: Przywiodła nas dzisiaj tu wspólna myśl – wspomnienie niezwykłego człowieka, Jana Pawła II, który połączył ziemię z niebem, a który zgodnie z wolą uczniów, nauczycieli i rodziców 16 października 2002 r. stał się patronem gimnazjum w Bestwinie. W czasie tamtej uroczystości ówczesna dyrektor, pani Jolanta Rothkegel powiedziała: „Mamy za patrona wspaniałego, wielkiego człowieka i jesteśmy świadomi, że jest to nie tylko zaszczyt, ale i wielka odpowiedzialność, by nasza szkoła była dobrą placówką, a jej absolwenci mądrymi i wartościowymi ludźmi”.






 
     A jak bardzo wartościowymi ludźmi są gimnazjaliści, mogliśmy przekonać się, oglądając ich występy – montaż słowno – muzyczny przygotowany przez uczniów klas I-III gimnazjum (z gościnnym udziałem uczennic SP) pod kierunkiem pani Magdaleny Wodniak – Foksińskiej, Ireneusza Sikorskiego i innych nauczycieli. Całość oparto na twórczości Piotra Rubika, „Tryptyku Rzymskim” Jana Pawła II oraz znanych utworach, na przykład „Barce”. Nie zabrakło gry na instrumentach, zaś ilustracją do występów była prezentacja multimedialna o tematyce papieskiej stworzona przez panią Dorotę Surowiak.








    Przygotowania do imprezy trwały już od dłuższego czasu. Pięknym świadectwem zaangażowania uczniów stały się gazetki ścienne o Janie Pawle II, konkursowe prace plastyczne oraz wiersze. Najlepsi twórcy podczas akademii otrzymali nagrody.









      Piękna, papieska uroczystość oprócz społeczności szkolnej zgromadziła również gości – przybył proboszcz parafii w Janowicach ks. Józef Walusiak, dyrektor Gminnego Zespołu Obsługi Szkół i Przedszkoli Arkadiusz Maj, dyrektorzy gminnych placówek oświatowych – Danuta Tekieli – Herman, Urszula Kal, Krystyna Bryksa, dyrektor Gminnej Biblioteki Publicznej Teresa Lewczak; prezes Parafialnego Oddziału Akcji Katolickiej w Bestwinie Franciszek Owczarz, była dyrektor Gimnazjum Jolanta Rothkegel, przedstawiciele Rady Rodziców, grono pedagogiczne i inni.







  
     Na zakończenie ks. Józef Walusiak podzielił się swoimi wspomnieniami związanymi z Janem Pawłem II. To właśnie z rąk kardynała Karola Wojtyły obecny proboszcz z Janowic otrzymał święcenia kapłańskie – a w kilka miesięcy później metropolita krakowski był już papieżem. Kapłan opowiedział o wybuchu spontanicznej radości, wręcz euforii, jaka wybuchła w Polsce po pamiętnym konklawe w październiku 1978 r.










Więcej zdjęć znajdziecie w GALERII

czwartek, 6 czerwca 2013

Błogosławieństwo od papieża Franciszka

   


   Moja najnowsza książka "Tutaj pracowali i stąd pochodzili" dotarła aż do Watykanu. Tym milej było mi więc otrzymać odpowiedź z podziękowaniem, którą w imieniu papieża Franciszka wystosował ks. Peter B. Wells z Sekretariatu Stanu. Ojciec Święty udziela w liście swojego błogosławieństwa. Bardzo się cieszę, że opowieść o kapłanach i siostrach zakonnych z Kaniowa znalazła się u progów apostolskich. To duże wyróżnienie dla mnie i naszej miejscowości.

czwartek, 14 marca 2013

Nova et vetera - czyli rzecz o dwóch Papieżach

   «Zrozumieliście to wszystko?» Odpowiedzieli Mu: «Tak jest». A On rzekł do nich: «Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare». (Mt 13, 51-52).
   Fragment z Ewangelii według świętego Mateusza doskonale pasuje do niezwykłych dni, jakie przeżywa Kościół w przededniu Wielkanocy 2013 roku. Po raz pierwszy od kilkuset lat urzędujący Ojciec Święty Benedykt XVI zrezygnował z urzędu, co już samo w sobie było wydarzeniem historycznym. Niedługo później Kolegium Kardynalskie wybrało na nowego Wikariusza Chrystusowego człowieka, którego nie spodziewał się nikt, albo tylko bardzo nieliczni. Papież Franciszek, wcześniej metropolita Buenos Aires w Argentynie, Jorge Mario Bergoglio, już od pierwszych chwil zyskał sobie sympatię świata dzięki swojej autentycznej pobożności i prostemu stylowi życia. Mamy zatem zmianę. Ale nie można zmiany tej rozpatrywać w kategoriach gorsze – lepsze, raczej po prostu jako sięgnięcie do ewangelicznego skarbca po coś innego, nowego, choć równie wartościowego. 


 Jak wiemy, bogactwem Kościoła jest wielość talentów, charyzmatów i dróg, którymi chrześcijanie podążają do zbawienia. Benedykt XVI szedł z nami drogą intelektualnej refleksji, podpartej solidnymi podstawami teologicznymi. Był autorem fenomenalnych, głębokich encyklik czy też książek o Chrystusie, a każda jego homilia była przemyślana do ostatniego szczegółu i przy tym wygłoszona prostym językiem. Do tego kładł duży nacisk na ukazanie nam dziedzictwa dawnych wieków, umożliwił korzystanie bez przeszkód w Mszy świętej w klasycznym rycie rzymskim, takim w jakim uczestniczyły dziesiątki pokoleń wyznawców Chrystusa. Dbał o piękno liturgii, kultywując używanie języka łacińskiego i artystycznie wykonanych szat, prywatnie jednak pozostając skromnym – jak powiedział w chwili wyboru – pracownikiem Winnicy Pańskiej.
   Franciszek na pierwszy rzut oka jest zupełnie inny. Ceni sobie przebywanie wśród wiernych, stawia na duszpasterstwo, sprawy społeczne i raczej nie publikuje wiele (pomimo świetnego wykształcenia). Bliska jest mu duchowość nie tylko zakonu jezuitów, z którego się wywodzi. Imię Franciszek przybrane na cześć Biedaczyny z Asyżu jest znakiem prostoty, a nieśmiały uśmiech pomaga przełamywać bariery. Przeszedł też całkowicie odmienną od Josepha Ratzingera drogę życiową. Ukończył świeckie studia, znacznie dłużej był biskupem diecezjalnym, nie kurialistą.
   Czyżby zatem sprzeczności? Ogień i woda? Czy można to pogodzić? A może wcale nie sprzeczności, tylko dwa różne, równoważne aspekty tej samej drogi do Boga? Droga św. Benedykta i św. Franciszka. Posłuchajmy słów nowo wybranego Papieża. Rozpoczął pontyfikat modlitwą za Benedykta, dziękując za to wszystko, co ofiarował światu poprzednik. A później poprosił o modlitwę rzesze ludzi zgromadzone na Placu świętego Piotra: A teraz zacznijmy tę wspólną drogę, biskupa i ludu, drogę Kościoła Rzymu, który przewodzi w miłości wśród wszystkich Kościołów. To droga braterstwa, miłości i wzajemnego zaufania. Módlmy się zawsze za nas, jedni za drugich. Módlmy się za cały świat, by było wielkie braterstwo.
   Tak jak piękne było tytułowe „vetera” (stare), tak i piękne jest „nova”, chociaż zanim to piękno odkryjemy na dobre, upłynie jeszcze trochę czasu. Należy dać nowemu Papieżowi szansę. Jakkolwiek już na starcie jest krytykowany przez różne skrajne opcje z prawa i z lewa i dziennikarzy którzy zawsze „wiedzą najlepiej” jaki powinien być Kościół i papiestwo, my po prostu zróbmy to, o co Franciszek nas prosi – módlmy się. 
   Wybór papieża to zawsze post scriptum do historii, która się zakończyła, lecz zarazem otwieranie kolejnego rozdziału. Będzie to rozdział ciekawy, bo ciekawe są wszelkie niespodzianki. Teraz kardynałowie dali Kościołowi w prezencie kogoś „Z końca świata”.    
   Żywiołowe reakcje Argentyńczyków przypomniały polskie łzy szczęścia po wyborze Karola Wojtyły. Ale przecież „katolicki” znaczy tyle co powszechny, toteż radość argentyńska jest radością naszą, niemiecką, włoską, japońską czy australijską. Powszechną.

piątek, 22 lutego 2013

Papież wiary i rozumu

   Dzisiaj temat nieco inny, ale bardzo aktualny, dotyczący oczywiście tematu rezygnacji Ojca Świętego. Muszę przyznać, iż z chwilą wyboru Josepha Ratzingera na papieża podchodziłem do jego osoby z lekkim sceptycyzmem. Jak się okazało, zupełnie nieuzasadnionym. Myślę, że sporą negatywną rolę odegrały wówczas media, przedstawiające Ojca Świętego jako "pancernego kardynała" i nieustępliwego, twardego strażnika doktryny. Po czasie okazało się, że Benedykt XVI jest człowiekiem bardzo łagodnym, wrażliwym i subtelnym, nie mającym w sobie nic z jakiejś germańskiej twardości. A dbałość o czystość wiary? Cóż, pamiętajmy że jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary Ratzinger czuwał nad tym, by to, w co wierzymy nie było dopasowywane do chwilowych nowinek, aktualnych trendów tylko rzeczywiście miało uzasadnienie w Piśmie Świętym, dziełach Ojców Kościoła i tradycji katolickiej. Po prostu jako kardynał i potem jako papież dbał o solidne podstawy wyznawanych prawd stanowiących o tych, kim jesteśmy, co odróżnia nas niewierzących i wyznawców innych religii. Niektórych mocno to złościło, lecz przecież wiara to nie zgadzanie się na wszystko i potakiwanie każdemu w imię źle pojętej miłości bliźniego (żeby tylko nie "urazić"). To dawanie świadectwa, zwłaszcza w obliczu przeciwności. I pewnie z tego powodu obraz Ratzingera w niektórych, głównie lewicujących mediach nie zawsze był prawdziwy...

   
  Dzisiaj, po prawie ośmiu latach od chwili wyboru przychodzi nam zmierzyć się z decyzją Ojca Świętego o ustąpieniu. Głowa Kościoła mówi: "Rezygnuję", a takie zdarzenie ostatnio miało miejsce w średniowieczu. Szok, poruszenie, urwanie głowy w internecie, tv, gazetach. Podany powód: słabnące siły, brak zdrowia. Decyzja inna niż ta, którą podjął Jan Paweł II. Czy gorsza? Mniej wartościowa? Wzbraniałbym się rękami i nogami od kategorycznej oceny. Nie mam tego rozeznania, które ma Ojciec Święty i nie znam wszystkich czynników, które na nią wpłynęły. Być może jako przyjaciel Jana Pawła II i wieloletni współpracownik widział jego zmagania z chorobą i nie chciał, jako człowiek bardzo dyskretny powtarzać tego na oczach świata? Są to oczywiście daleko idące spekulacje, lecz w każdym razie decyzję należy uszanować bo nie jest ona podjęta ad hoc, tylko po długim namyśle. Może jej skutki dostrzeżemy dopiero za jakiś czas.
   Jak już zaznaczyłem w tytule, Benedykt XVI  to Papież wiary i rozumu, teolog który poszukuje logicznych uzasadnień i stara się je w systematyczny sposób wyłożyć. Uczynił to w trzech encyklikach, w katechezach środowych, w dokumentach i dziełach mniej oficjalnych: np. książkach o Jezusie z Nazaretu. Co ciekawe, są one wszystkie pisane językiem prostym (choć mądrym). Nie chciałbym nic ujmować Janowi Pawłowi II, ale papież z Polski zdecydowanie lepiej wypadał przemawiając niż pisząc - czasami używał wielu skomplikowanych filozoficznych pojęć naraz. U Ratzingera jest raczej na odwrót.
   Za co cenię Benedykta? Jest szereg rzeczy które w tym pontyfikacie stały się bardzo znamienne. Po pierwsze ekumenizm w praktyce. Nie tylko rozmawiał, ale i ułatwiał chrześcijanom innych wyznań powrót do "jednej owczarni i jednego pasterza". W tym celu stworzył ordynariat dla byłych Anglikanów. Znowu niektórzy będą się zżymać że to "podkradanie wiernych", ale w takim razie jak powinien wyglądać ekumenizm? Czy katolicy powinni przyjąć jakieś protestanckie twierdzenia, odrzucając realną obecność Chrystusa w Eucharystii albo dogmaty maryjne? Dialogować owszem można, ale samym dialogiem nikt niczego nie załatwi, bo w kwestiach doktrynalnych różnice zawsze będą. Lepiej więc... po prostu wrócić do czego też ustępujący Papież namawiał.
   No i słynne bractwo św. Piusa X, popularni  "lefebryści". Tutaj sprawa nie jest rozwiązana do końca. Trzeba pamiętać, że Bractwo zasadniczo w kwestiach wiary nie różni się od reszty Kościoła niczym, punktem zapalnym jest jedynie podejście do Soboru Watykańskiego II, nawet nie całego, tylko praktycznej realizacji niektórych jego reform. I posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej. Stąd status tej grupy nie jest uregulowany, choć trudno mówić o schizmie. Benedykt zdjął w geście dobrej woli ekskomunikę z Bractwa Piusa X, choć znów uwaga mediów poszła nie w tę stronę co trzeba. Skupiła się na biskupie Williamsonie, negującym Holocaust. Fakt, z niego też ekskomunika została zdjęta, lecz przecież nie za negację Holocaustu (co jest zawsze grzechem kłamstwa), ale za przynależność do FSSPX.  
   Trzecia sprawa to ukazanie ciągłości tradycji Kościoła, zachęcanie do korzystania z całego skarbca modlitw, obrzędów, szat i pieśni tak bliskich tylu pokoleniom chrześcijan. Ukoronowaniem było motu proprio "Summorum pontificum" zezwalające każdemu kapłanowi na swobodne sprawowanie Mszy świętej w klasycznym rycie rzymskim. Nie jest to żadne wstecznictwo, naprawdę polecam udział w takiej liturgii, jest ona wielkim duchowym przeżyciem.
   Kto po Benedykcie? Jak zgodnie podkreślają komentatorzy, nie ma faworyta w rodzaju Pacellego, Montiniego czy właśnie Ratzingera. Ścierać będą się różne osie, bardziej konserwatywna i bardziej liberalna, europejska i reprezentująca "resztę świata", pokoleniowo starsza i młodsza. Dziennikarze publikują zresztą rozmaite listy "papabilich" dzieląc ich na frakcje, koterie, stronnictwa. A ja chciałbym po prostu by nowy Ojciec Święty był człowiekiem mądrym, przede wszystkim autentycznie wierzącym. Aby umiał pogodzić "ogień z wodą", sprawy kurialne z duszpasterskimi i kontynuował linię Ratzingera, Wojtyły i wcześniejszych wielkich Papieży, zwłaszcza moich ulubionych Piusa XII, Piusa X i Leona XIII. Zobaczymy! Ja dziękuję za wielki pontyfikat, beatyfikację JPII oraz wcześniej wymienione sprawy.

Polecam wszystkim kazanie księdza prałata Romana Kneblewskiego z Bydgoszczy: