Niniejszy blog w żaden sposób nie wyraża stanowiska jakiejkolwiek instytucji, partii, organizacji, a jedynie osobiste przemyślenia i poglądy autora. Nie jest też żadnym "oficjalnym blogiem", zrobiłem go po to by się dzielić z Wami wszystkim, co mnie interesuje. Życzę wszystkim miłego czytania!

sobota, 12 stycznia 2013

Kolędowali z gwiazdą i turoniem

     Parafialny Przegląd Kolęd i Pastorałek stał się w Bestwince doroczną tradycją, bez której trudno sobie wyobrazić okres świąteczno – noworoczny. Dzieci i młodzież uczestniczą w Przeglądzie coraz chętniej, kontynuując dawne tradycje, przebierając w oryginalne stroje i angażując całe rodziny w swoje przygotowania.





   W tym roku kolędnicy z gminnych szkół i przedszkoli w liczbie ok. 290 spotkali się w kościele pw. św. Sebastiana w dniu 12 stycznia – już po raz siódmy. Przegląd zorganizował ksiądz proboszcz Józef Baran we współpracy z panią Wiesławą Ochman – Szeligą, wieloletnią dyrektor szkoły. Impreza rozpoczęła się od występów przedszkolaków, a po nich zaprezentowali się uczniowie szkół podstawowych i gimnazjów, z podziałem na grupy wiekowe i kategorie: zespoły, chóry oraz solo - duet. Zmagania oceniało Jury w składzie: mgr Józef Maziarz, mgr Patrycja Broda i mgr Ewa Aprias. Patronat medialny objęły „Wieści Parafialne”, „Magazyn Gminny” i portal internetowy www.gminabestwina.info. 






Laureaci otrzymali dyplomy i nagrody ufundowane przez głównego sponsora, a zarazem gospodarza konkursu, ks. Józefa Barana. Pani Wiesława Ochman – Szeliga z uznaniem dodaje, że wszyscy uczestnicy tegorocznego konkursu prezentowali wysoki poziom wokalny oraz duże zdolności instrumentalne. Organizatorzy pragną też serdecznie podziękować członkom Jury, wszystkim uczestnikom, nauczycielom i instruktorom za przygotowanie do konkursu oraz rodzicom za pomoc w organizacji transportu i stworzenie sprzyjającej atmosfery.






Aby zobaczyć więcej, kliknij w LINK

środa, 9 stycznia 2013

Opłatek z gospodyniami z Bestwiny

     9 stycznia miałem okazję brać udział w spotkaniu opłatkowym zorganizowanym przez Koło Gospodyń Wiejskich w Bestwinie. Wójt gminy, Artur Beniowski razem z Prezesem Koła, Jadwigą Oziminą życzył wszystkim paniom owocnego roku 2013 i wiele satysfakcji czerpanej z udziału w życiu gminy. Jak powiedział, byłoby bardzo dobrze, gdyby składy osobowe KGW w naszych czterech miejscowościach się powiększały – jeśli każda z gospodyń namówiłaby córkę, siostrę czy synową, nie trzeba byłoby martwić się o brak następczyń. 
     Do życzeń dołączyli się pozostali goście. Ks. Cezary Dulka, proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP poprowadził modlitwę i namówił wszystkich na wspólne śpiewanie kolęd. Ponadto obecni byli: radny powiatowy i dyrektor CKSiR Grzegorz Boboń, radna i sołtys Bestwiny Maria Maroszek, prezes OSP Bestwina Marceli Kraus, ks. wikariusz Bartłomiej Dziedzic. Przełamano się opłatkiem, po czym gospodynie zaprosiły na przygotowany przez nie poczęstunek.


sobota, 5 stycznia 2013

Nietypowo o walce dobra ze złem

     Archanioł jeżdżący na hulajnodze? Diabeł pragnący być dobrym? Rapujący Święty Mikołaj? Takie obrazki z pozoru są rzeczywiście nietypowe, ale wszystkie razem składają się na opowieść posiadającą bardzo głęboki sens. Sięgając po awangardowy scenariusz, członkowie Ruchu Przyjaciół Harcerstwa przy Szczepie „Bratnie Żywioły” w Bestwinie widzieli, co robią. Prawdę o tym, że podczas Świąt Bożego Narodzenia najważniejsze wcale nie są prezenty, jedzenie ale narodzony Jezus przedstawili w sposób jednocześnie zabawny i pouczający. Premiera spektaklu pt. „(Nie) typowe jasełka” odbyła się dnia 5 stycznia w sali gimnastycznej ZSP Bestwina.



     Zgromadzoną publiczność przywitała komendantka szczepu zuchów i harcerzy, Kinga Czulak. Zapraszając do wspólnego oglądania, zaznaczyła, że całkowity dochód z widowiska zostanie przeznaczony na dofinansowanie harcerskiego wypoczynku zimowego oraz na potrzeby szkoły. Po krótkim wstępie rozpoczęło się to, na co wszyscy czekali i to bardzo mocnym uderzeniem. Dwie czarownice – narratorki, w które wcieliły się Panie Dyrektor Urszula Kal i Agata Rak, wywołały realizmem swojej gry u dorosłych gromkie brawa, zaś u dzieciaków lekkie przerażenie, jak zresztą na czarownice przystało. Dalej było jeszcze śmieszniej i jeszcze straszniej. Oto diabeł Boruta przedstawił samemu Lucyferowi swój iście szatański plan zniszczenia idei Świąt Bożego Narodzenia. Diabły chciały wmówić dzieciakom wyższość konsoli i telefonów nad Bożym Dzieciątkiem... Dobrze, że w porę zareagowało anielskie pogotowie, z małą pomocą Świętego Mikołaja i samej Śmierci, tym razem występującej nie z kosą, ale pilarką spalinową firmy Stihl. W rezultacie wszystko skończyło się dobrze, a pewna całkiem zwyczajna rodzina mogła w spokoju zasiąść do wigilijnej wieczerzy. 




     Spektakl pełen humoru, zabawnych gagów i licznych aluzji (także politycznych) nie mógłby odbyć się bez pomocy i udziału wielu zaangażowanych osób. Idea narodziła się już w październiku 2012 r. podczas formowania się Ruchu Przyjaciół Harcerstwa. Niedługo później ruszyły pierwsze próby. Oprócz niezawodnych Pań Dyrektor w jasełkach wystąpili: Diabeł Boruta - Sławomir Adamski; Lucyfer - Sylwia Stanclik; Aniołki - Dorota Mełeszko, Alicja Ślosarczyk, Dorota Surowiak, Inga Sadkowska; Rodzice - Anna Andreczko, Robert Jonkisz; Dzieci - Emilia Wysogląd, Jakub Madejski; Św. Mikołaj- Łukasz Olma; Śmierć - Joanna Wysogląd; Diabełek - Izabela Mełeszko. Za realizację dźwięku odpowiadał Witold Stasicki, oświetlenia – Dariusz Cieślak, a nagłośnienie – Jerzy Kijas. Dekorację wykonały panie Dorota Surowiak i Ewa Sierant. Organizatorzy dziękują również panu Krzysztofowi Byrskiemu za udostępnienie oświetlenia.





     Prawdziwymi przyjaciółmi naszych aktorów okazali się sponsorzy. Wśród nich firma „Stips” – producent rękawic roboczych, państwo Beata i Mariusz Owczarz oraz piekarnia „Tysia” z Bestwiny. Hojne datki przekazała publiczność. Warto nadmienić, że jasełka obserwowali wójt gminy Bestwina Artur Beniowski, komendant Hufca ZHP w Czechowicach – Dziedzicach hm. Marian Hankus, przedstawiciele Rady i Urzędu Gminy Bestwina oraz różnych instytucji kulturalnych i społecznych. Spektakl został także wystawiony w sali widowiskowej przy kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia NMP w Bestwinie.




Żeby zobaczyć więcej zdjęć kliknij w LINK

piątek, 21 grudnia 2012

Jezusa narodzonego wszyscy witajmy

  Znowu truchleje moc, krzepnie ogień i ciemnieje blask. Zatrzymujemy się pośród codziennej gonitwy, by chociaż na chwilę ogrzać się w cieple wielkich i pięknych świąt Bożego Narodzenia. Chociaż może nie wszystko nam się udaje, a oprócz radości są oczywiście i smutki, zapominamy o wylanych łzach i staramy się zacząć wszystko jeszcze raz, od nowa, z pułapu ubogiej stajenki. I właśnie ta nadzieja na nowy początek jest moim zdaniem w czasie Świąt tak ważna. Skoro świat się nie skończył i trwa w najlepsze, to znaczy, że i my mamy szansę i możemy zrobić jeszcze wiele dobrego. Chyba tego najbardziej chciałbym życzyć swoim czytelnikom.
   Życząc - dziękuję. Za wsparcie, za dobre słowa przekazywane zarówno tutaj, jak i poprzez Facebooka czy inne komunikatory, a zwłaszcza osobiście. Poprzez teksty zamieszczane w prasie jak i w internecie chciałbym Wam stale przybliżać gminę Bestwina, jej historię, ciekawe miejsca i interesujących ludzi. Nie zapominam również o tematach "lżejszych" - recenzjach książek, filmów, relacjach z podróży, spotkań, spektakli... Myślę, że na tej stronce wielu z Was znalazło coś dla siebie, albo nawet odszukało samych siebie na jednym ze zdjęć.
    W Nowym Roku będę starał się rozwijać już rozpoczęte projekty (jest wśród nich również dalsze przybliżanie postaci prof. Brożka), a także zacząć zupełnie nowe, o czym na bieżąco będę informował. Jeszcze raz dziękuję za pomoc okazywaną na różne sposoby z wielu stron.


Aniołek z mojej choinki życzy Wam:

Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku 2013!

piątek, 14 grudnia 2012

Jeszcze o profesorze Brożku

Zapewne wielu z Was pamięta moje działania podejmowane w celu upamiętnienia postaci pochodzącego z Kaniowa profesora Mieczysława Brożka. Przypomnę, że był to słynny w Polsce i na świecie filolog klasyczny, autor przekładu m.in. "Antygony" i innych dzieł, wykładowca akademicki, niestrudzony popularyzator języka łacińskiego. Przeszedł także przez piekło obozów koncentracyjnych w Sachsenhausen i Dachau, skąd trafił zabrany wprost z uniwersyteckiej auli podczas "Sonderaktion Krakau". O Brożku pisałem m.in. w książeczce "Z Kaniowa rodem".

   Okazało się, że publikacja wywołała całkiem spory oddźwięk, nie tylko w kraju, ale także poza jego granicami. Jako pierwsza odezwała się pani Barbara, mieszkająca obecnie w Szczecinie, ale będąca absolwentką gimnazjum i liceum sióstr Prezentek w Krakowie - tam między innymi nauczał prof. Brożek. Właściwie na ślad publikacji trafiła przez wnuczkę - studentkę filologii klasycznej i dalszy kontakt nawiązaliśmy drogą mailową oraz pocztą tradycyjną. Pani Barbara napisała m.in.:
   Prof. Brożek uczył w latach 1945/46, 1946/47 i 1947/48 jedynie w gimnazjum i liceum sióstr Prezentek w Krakowie przy ul. św. Jana. Przez te 3 lata, aż do matury, klasa moja była b. nieliczna, gdyż początkowo uczęszczało 12 uczennic, następnie 8, a ostatecznie do klasy maturalnej tylko 4. Od samego początku profesor zawładnął naszymi sercami i umysłami i wzajemnie. Nazywałyśmy go między sobą " cudny Miecio". Był bardzo wymagający, lecz uroczy. Metody nauczania miał przedziwne, lecz skuteczne. Np. recytacji heksametru uczył nas przez rytmiczne ruchy taneczne. Gdy byłyśmy w IV klasie gimnazjum postanowił przygotować z naszą klasą przedstawienie, złożone z 2 inscenizacji (pewnie jego pomysłu): Arachne oraz Katylinę w senacie. Na to przedstawienie, które odbyło się w Kat. Filologii Klas. przy ul. Podwale, zaprosił wszystkich nauczycieli - łacinników, ze szkół krakowskich. Sala była pełna. Stroje i dekoracje zrobiłyśmy same, pod nadzorem Profesora. Sukces był pełny, a Profesor szczęśliwy. Taki występ był pewnie jedyny w swoim rodzaju. Niestety pozostał tylko w pamięci, gdyż wówczas nie było takiej mody na fotografowanie, jaka panuje dzisiaj. A szkoda. Poza nauczaniem Profesor interesował się również naszym życiem, na pauzach często rozmawiał z nami, dawał różne rady. Po opuszczeniu szkoły i po studiach, gdy wyjechałam z Krakowa, pisywałam do niego, a on odpowiadał. Na ostatni list już nie odpowiedział, nie miał sił, był obłożnie chory. Mam w domu fotografię zbiorową, pomaturalną. Gdyby to Pana interesowało prześle odbitkę. Profesor jest na niej. Z góry dziękuję za nieocenioną dla mnie książkę, napisaną przez Pana, którą wypatrzyła w internecie moja wnuczka Lila. A muszę dodać, że i ona uległa urokowi filologii klasycznej i właśnie w tym roku obroniła na 5 pracę licencjacką.


Prof. Mieczysław Brożek (u samej góry), grono pedagogiczne i maturzystki gimnazjum i liceum sióstr Prezentek w Krakowie

   Uzupełnieniem maila był bardzo obszerny list, gdzie te wspomnienia zostały rozwinięte. Warto zacytować chociaż fragmenty: Profesor był swoim uczennicom oddany jak nikt inny. Podczas przerw nigdy nie przebywał w pokoju nauczycielskim, tylko podchodził do nas (po nasze okno na korytarzu szkolnym) i rozmawiał z nami na przeróżne tematy często dyskutując, dając rady, także nieraz karcąc. Interesował się naszymi problemami rodzinnymi, a nieraz także opowiadał o swoich dzieciach. Najwięcej o córeczce Meni (tak ją nazywał), którą bardzo kochał. Zdarzyło się nam, że zachorował i dość długo nie przychodził do liceum. Kupiłyśmy więc bukiet kwiatów i poszłyśmy go odwiedzić (na ul. Warszawską). To miała być niespodzianka. Profesor leżał w łóżku i gdy żona Mu powiedziała, że przyszłyśmy i zaprosiła nas do pokoju, gdzie leżał, był bardzo ucieszony ale też wyraźnie skrępowany swoim stanem, więc nie przebywałyśmy długo, rozumiejąc sytuację.

   W liście znalazł się także opis pogrzebu Profesora, jego prywatny list, praca autorstwa wnuczki p. Barbary, a także zamieszczone powyżej zdjęcie. Bardzo dziękuję pani Barbarze, zebranie świadectw o życiu i dziełach Profesora jest dla mnie cenne - z wiadomych względów znam Go tylko z dostępnych opracowań.

  Okazało się, że na tym nie koniec. Nawiązałem kontakt z narzeczoną jednego z synów Profesora, mieszkającego obecnie za granicą. Być może uda się porozmawiać z panem Brożkiem osobiście lub mailowo, zatem otwiera się szerokie pole do dalszych badań. Bardzo bym chciał, aby w Kaniowie i całej gminie Bestwina nasz wybitny rodak stał się bardziej znany. Zasługuje na to ze wszech miar. Forma upamiętnienia jest sprawą do dyskusji, ale na pewno będę miał ją na uwadze.

czwartek, 13 grudnia 2012

Nasze zabytki: Krzyż w Bestwince

   Myślę, że od czasu do czasu warto napisać coś ciekawego o atrakcjach turystycznych naszych okolic, miejscach, które warte są wzmianki w książkach, czasopismach, czy choćby na blogu. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć o przydrożnym krzyżu w Bestwince pochodzącym z 1863 roku. Krzyż ten stoi przy ul. św. Floriana. Inspiracją do bliższego zapoznania się z zabytkiem stała się wizyta pani Danuty Kubik, autorki wielu tekstów o historii sołectwa Bestwinka. Jej artykuł ukaże się w "Magazynie Gminnym", ale i ja chciałbym czytelnikom bloga przedstawić interesujący obiekt - kamiennego świadka historii.
   Rok 1863 był generalnie rokiem bardzo niespokojnym. W Polsce trwało powstanie styczniowe, natomiast za oceanem wojna secesyjna osiągała swój punkt kulminacyjny. Również w Bestwince wydarzyło się nieszczęście: małżeństwo Wyrobków, Franciszek i Zofia, straciło syna Jana, który w młodym wieku przeniósł się do wieczności. To właśnie rozpacz rodziców, ale i wiara w życie wieczne były powodem postawienia kamiennego krzyża. Wyjaśniają to stosowne inskrypcje:

R.P. 1863 Fundatorzy Franciszek Wyrobek wraz z Zofią małżonką na pamiątkę zmarłego syna Jana młodziana postawili.

 

Wyżej:

Prosimy przechodzących o westchnienie do Boga za Dusze wszystkich zmarłych.

U samej góry:

Patrzcie wszyscy ludzie, jeżeli jaka boleść taka jest jak moja.

   Danuta Kubik dodaje, że  krzyż położony jest na ziemiach dawno należących do Zuzanny i Elżbiety Zmiertka. Natomiast nowy wygląd zabytku zawdzięczamy doktorowi nauk medycznych Franciszkowi Madze, który zatroszczył się o remont, wykładając na ten cel własne środki. Pragnął w ten sposób oddać hołd swoim przodkom.